winnymswiecie blog

Twój nowy blog

Kto w tej całej akcji jest poszkodowany?

„Niewinny chłopak” czy Głowa Państwa?

Ludzie tak bardzo współczują biednemu chłopcu, który założył
stronę internetową by wyrazić swoją opinie, ponieważ nalot na jego prywatność
zrobiło ABW.

Biedny człowiek. Został rano wyciągnięty z łóżka, zabrano
jego rzeczy, chcieli go aresztować.

Biedaczek. Ile on się musiał nacierpieć…

Tylko, że zauważmy, że ten biedaczek to porąbany psychol. Bo
jak inaczej określić takiego człowieka, który zamiast wyrażać swoją opinie,
obraża kogoś?

Gdyby w moja wypowiedź brzmiała „Komorowski to
panat” to spoko. Mogę tak powiedzieć, ale gdy już mówię „Komorowski to pedofil,
pederasta, zeofil etc. ZABIĆ GO” to od razu robi się nieprzyjemnie.

Mam prawo wygłaszać własną opinie.

Napiszę na moim aucie „Nienawidzę Kaczyńskiego, precz z nim,
to śmieć”…to mogę sobie jechać pod jego dom i gówno mi mogą zrobić. Bo dla mnie
on jest śmieciem i to jest moja opinia.

Ale gdyby napiszę „Kaczyński jest gejem” już nie wyrażam
swojej opinii. Mówię o nim obraźliwie. Naruszam jego godność osobistą. ZA TO
MOGĄ MNIE ZAMKNĄĆ. I nie zdziwiłoby mnie to, że ABW wjedzie mi na kwadrat.

A wszyscy rozczulają się nad kretynem, który ma za dużo
energii i problem do całego kraju, że za to, że znieważył kogoś podając na jego
temat nieprawdę i podburzając do ZABICIA GO (bo na stronie owej była gra, w
której można było zabić Prezydenta. Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby teraz jakiś
kolejny tępak wpadł z bombą albo karabinem do Prezydenta i zrobił to co było
proponowane w grze). Naprawdę biedaczek. 

Jeszcze otwarcie przyznaje, że założy nową stronę, że teraz PiS
będzie mu pomagać, że dziękuje wszystkim swoim fanom.


Mam pomysł. Załóżmy stronę ANTYKACZOR.PL. Zobaczymy wtedy, jak szybko trafimy
do pierdla. Na dożywocie czy od razu na krzesło elektryczne. Zobaczmy czy wtedy
będą nam kibicować i popierać nas czy mieszać z gównem.

Dla mnie taki gówno jak ten człowiek powinien być osadzony
do pierdla na zawsze.

Z resztą nie tylko on. Wszystkie kreatury myślące, że są
ponad to wszystko i upadlające kogoś. Bo to już nie jest wyrażanie własnej
opinii. To jest gnojenie kogoś.

ABW dobrze zrobiło. A za obrazę Głowy państwa (bo to, że nie
lubi Prezydenta nie daje mu prawa do robienia z niego homoseksualisty i
zeofila) powinni go wsadzić do tak głębokiego rowu, że w życiu by z niego nie
wyszedł.

Czemu teraz nie ma strajków na ulicach, które mówiłyby o
tym, żeby wsadzić degenerata do więzienia? Czemu wszyscy mu współczują?

Bo ABW go aresztowało? Bo twierdzi, że wyraża własną opinię?
Bo Prezydent tą stronę bierze jako żart a nie coś poważnego?

BEZ PRZESADY LUDZIE! NIE WIDZICIE CO SIĘ DZIEJE?

Mówi się, że gry, w których jest przemoc znieczulają dzieci
i poddaje się krytyce każdą matkę, która dziecku pozwala w to grać. A ta strona
ma być dobra?

Niech by na niej było 
napisane „zrzeszenie ludzi, którzy nie lubią Komora” ok.! Ale nie „zabijmy
Komorowskiego w grze” bez przesady.

To już jest chore. I tylko jakiś chory psychopata mógł coś
takiego wymyślić.

A co do ABW. Pewnie dlatego takie cyrki z tej całej akcji
zrobiły media.
Jak wszyscy wiedzą ABW nie ma dobrej sławy u nas w kraju. Zazwyczaj to
co robią jest….(nie użyję niecenzuralnych słów). Ale choć raz zrobiło dobrze. 

Źle zrobili bo pozwalają bydlakowi chodzić po ulicy wolno a
tych, którzy są nie winni albo coś lekko przeskrobali zamykają w pierdlach. Gdzie tu sprawiedliwość?
Polsko ogarnij się. Wrtącaj do więzień zagrożenie dla społeczenstwa i degeneratów a nie pozwalaj im na dalsze robienie takich rzeczy. ZRÓB WRESZCIE PORZĄDEK
BO WŁAŚNIE MU POZWALASZ NA TO BY DALEJ CIE GNOIŁ! Teraz wszystkie kozaczki myślą, że są nieuchwytne, bo jakby co to się na niego powołają. 

Ale według mnie ABW choć raz spisało się na medal. Szkoda,
że przy okazji trochę typa nie uszkodzili…miałby nauczkę i może zacząłby
myśleć.

Nie twierdzę, że Komorowski rządzi dobrze czy źle…ale skoro
już mamy jego, to chociaż jeśli go nie lubimy to uszanujmy go a nie próbujmy z
niego zrobić zboka, zdrajcy i niewiadomo kogo jeszcze.

Zamiast tego zajmijmy się czymś co jest naprane ważne. A nie
głupotami. 

A ty…właścicielu portalu…stuknij się (trochę zmień to słowo
na bardziej niecenzuralne) w ten twój głupi łeb i może kiedyś odrobinka rozumku
zalśni w twojej pustej tępej czaszce.

Może i jesteś mądry bo umiesz zrobić stronę i wygadać się z
kłopotów, ale to nie świadczy o twojej inteligencji.

 

Pomyślcie czy gdyby ktoś na Wasz temat założył taką stronę,
czy Wam byłoby miło.

A wtedy udzielajcie się na forach, że zrobił dobrze. I wtedy
go brońcie.

 

Koi.

Coraz częściej słyszy się w wiadomościach o tym, że
studentka chce sprzedać dziecko lub urodzić jakiejś parze. Bo ma długi albo
chce trochę zarobić.

Wytłumaczenia przy 
tym są najróżniejsze. Począwszy właśnie od długów po głupie
wytłumaczenie „bo chcę kogoś uszczęśliwić kto nie może mieć dziecka”.

Zawsze jedna cena opiera się na kilku tysiącach złotych (lub
euro) plus oczywiście wszystkie koszty opieki prenatalnej, mieszkanie,
wyżywienie etc.

A wiadomości trąbią o tym tylko dlatego, że niektórzy ludzie
nie myślą.

Chcą mieć własne dziecko lub chcą sprzedać dziecko…czemu nie
zrobią tego po cichu? Tylko wywieszają na słupach ogłoszenia „sprzedam dziecko”
lub otwierają aukcje na allegro.

Para, która nie może mieć dziecka przecież może zrobić taki zabieg legalnie i o
wiele mniejszymi kosztami. Może skontaktować się z kobietą, która chce urodzić
dziecko, ale nie chce go wychowywać. Wtedy mogą ustalić adopcje i noworodek zamiast
pierw do rąk matki od razu trafia do rodziny zastępczej, która będzie go
kochać.

Inną metodą (nie bardzo katolicką ale jednak) jest In vitro.
Można iść do kliniki i postarać się o leczenie bezpłodności lub po prostu
poprosić żeby „zrobili to za nich”. Żeby zapłodnili komórkę poza organizmem a
gdy już się rozwinie na tyle ile potrzeba wszczepili kobiecie. Wtedy jest to
stuprocentowo jej dziecko i nikt nie robi z tego afery. Fakt, że zabija się
przy tym ileś dzieci (bo zapłodniona komórka jajowa już jest w jakiś sposób
dzieckiem) a wszczepia się tylko kilka z czego jedna lub dwójka przeżyje a
reszta jak nie zostanie spalona (te które nie zostały wszczepione) to zostanie
usunięta przez organizm matki.

Można taką metodę też zastosować jeśli jest to zgodne z
sumieniem.

Można leczyć bezpłodność na wiele sposobów nie trzeba od
razu kupować urodzonego dziecka.

Ale wiele par, które mogą mieć dziecko a nie chce im się go
robić…no i  nie mają co robić z kasą,
decyduje się na kupienie brzucha (zabieg In vitro z komórek pary lub po prostu
zapłodnienie „brzucha” przez mężczyznę). I problem z głowy. Kobieta nie musi
się martwić o kilogramy i męczenie się z małym kosmitą w jej brzuchu. A dziecko
i tak będzie.

A sumienie kobiety, która oddaje sprzedaje swoje dziecko lub
wynajmuje brzuch?

Często słyszy się „proszę nie mówić sprzedaż” ale jak to
inaczej nazwać?

Gdyby to była adopcja w grę wchodziłaby niewielka suma
pieniędzy…raczej symboliczna albo opieka prenatalna. Żadne kilka tysięcy,
mieszkanie, wyżywienie i tym podobne.

Gdyby kobieta miała na względzie dobro dziecko (bo rzekomo
sama nie jest w stanie go wychować a chce żeby trafiło do dobrej rodziny) nie
kazałaby sobie za nie płacić tylko znalazła ludzi, którzy nie mogą mieć dziecka
i poszliby zrobić wszystko zgodnie z prawem.

Ale czemu ma być zgodnie z prawem? Czemu kobieta ma iść z
parą by dokonać adopcji?

Przecież handel dzieckiem jest o wiele zabawniejszy. Dostaje
się więcej kasy i można wyłudzić nie tylko tyle ile się chciało ale jeszcze
więcej. Są o wiele większe korzyści. Ale jednocześnie większe kłopoty.
Wystarczy, że ktoś się dowie i zadziała policja (o ile zadziała bo w tych
czasach ma raczej gdzieś pojedyncze akcje) a kobieta może nawet na kilka lat
trafić do więzienia. Czy to cena adekwatna do jej głupoty?

Gdyby te kobiety pomyślały o dziecku i o samej sobie.
Oddanie dziecka przecież jest ciężkie a co dopiero sprzedanie? Bo nie nazwę
tego tak jak one chcą.

A co rodzice powiedzą dziecku za parę lat? Kupiliśmy cię od
pani, która chciała trochę zarobić? Czy może, że jest adoptowane?

Do przemyślenia zostawiam to wszystkim tym, którzy chcą
kupić sobie dziecko lub tym, którzy chcą je sprzedać.
Nie warto jest tak cierpieć dla paru papierów.

 

Koi.

 

Codziennie w stacji informacyjnej jest mowa o zamykaniu
stadionów z powodu wandali.

Choroba polskiego dopingowania swoich drużyn. Chuligani,
którzy przyszli na mecz tylko po to by komuś przywalić i wrócić do domu na
noszach.

Przykro słuchać codziennie o tym samym.

Wypowiadają się ludzie z różnych miast i okolic, kibice i
starsze panie.

Zamykanie stadionów nie spowoduje, że tępe mózgi znikną z Polski.
Będą rozrabiać gdzieś indziej. Cierpią na tym natomiast kibice, którzy gotowi
są zapłacić sporo kasy by pójść na mecz ukochanej drużyny i pokibicować. Dodać
wiary w umiejętności swoim bohaterom na boisku.

Ale w sumie…z drugiej strony…zamykając stadiony nie ucierpią
w bijatyce niewinni.

Jak dla mnie powinni zrobić specjalny sektor „dla przygłupów”,
gdzie takie wybryki społeczne mogłyby się spotkać i urządzić widowisko dla
siebie i znajomych. Wtedy nie ucierpiałby żaden porządny kibic a kretyni
mieliby gdzie wyładować swoją nadpobudliwość.

Bo zamykając stadion dla kibiców cierpią nie tylko fani ale
także drużyna. Po co grać jak nie ma się dla kogo? Po co grac dla pustego
stadionu?

Widzowie siedzą w domu i widzą tylko małe kropki na ekranie,
słyszą głos ze studia, który kibicuje tej albo przeciwnej drużynie. (teoretycznie
komentator powinien być bezstronny, ale nie zawsze taki jest)

A co z emocjami? Co z tym dreszczykiem gdy ma się zawodnika
kilka metrów przed sobą i można do niego pomachać a on może o zauważy i też
odmacha? Przed telewizorem tego się nie poczuje. Nie powie się „byłem na meczu
i widziałem tego gola”. Bo przed telewizorem albo w Internecie każdy sobie może
zobaczyć.

A co z „widzisz tego po prawej w środkowym rzędzie na lewo
od prawego słupka? TO JA”. I szpan przed kumplami, że byłeś na meczu a oni mogą
jedynie zobaczyć transmisje w necie.

Ale…możecie się z tym pożegnać kibice różnych drużyn. Stadiony
są dla was zamknięte bo bezmóżdża mają was gdzieś. Chcą się nawalać i głęboko w
poważaniu mają grę zawodników. 

Noszą szaliki, wykrzykują hymny, gotowi są na poświęcenia
dla swoich drużyn, ale mają gdzieś i drużynę i kibicowanie. Liczy się tylko
nawalanka.

A gdyby ochrona na takich meczach była porządna? Gdyby nie
mówili „właź śmiało” swoim kolegom i wyrzucali ze stadionu chuliganów? A nie
stali i trzęśli portkami, że im może się coś stać? A może wystarczy tylko
przeszukać każdego kibica i pobawić go niebezpiecznych narzędzi. A może
wystarczy tylko zamontować alkomacik i nie wpuszczać pijanych?

Tak można by było gdybać i gdybać.

Prawda zostaje szara i przykra. Chuligani byli, są i będą
nie zależnie od tego czy zamkniemy wszystkie stadiony świata i zabronimy urządzać
mecze.

Jak nie na stadionie to pod sklepem. A co tam…

Może zamiast zamykać stadion powinno się zrobić osobne
wejście i osobny sektor dla bezmózdzy…z dala od kibiców.

Rząd powinien o tym pomyśleć. A wieści szybko się rozchodzą,
więc na pewno pięć minut po otwarciu „sektora dla przygłupów” byłyby tłumy by
się naparzać. A kibice by kibicowali.

Czy  to nie byłoby
idealne rozwiązanie? Każdy mógłby pójść na to na co ma ochotę.

Albo na bójkę albo na mecz. Byłyby i stadiony, i pieniądze
(bo przecież drużyny tracą kupę kasy przez to, że nie sprzedają biletów) i
kibice i bójki i wszystko co tylko każdy chce.


Koi.

Wreszcie nadeszła wiosna. Kwitną kasztany. To znak, że
nadeszły upragnione dni dla wielu uczniów. Nadeszły dni matury.

Stres, zakuwanie, korepetycje, łykanie tabletek na
koncentracje, nie spanie po nocach…to wszystko po to by dobrze zdać MATURĘ i dostać
się na upragnione studia.

Ale czy naprawdę matura w dzisiejszych czasach jest aż tak
potrzebna do osiągnięcia sukcesu?

Otóż wcale nie.

Większość uczniów roczników 1993-tegoroczni absolwenci,
zdecydowało się na szkoły zawodowe. By zaraz po ukończeniu szkoły rozpocząć
pracę w danej dziedzinie.  

Bardzo mądre i praktyczne posunięcie. Bez egzaminów, stresu
i tym podobne można mieć zapewniony byt i nie bać się o to, czy przyjmą do
pracy Ciebie czy kogoś z lepszym procentem na świadectwie. Liczą się
umiejętności. 

Matura jest potrzebna jeśli chodzi o dostanie się na studia,
ale one wcale nie są potrzebne do osiągnięcia sukcesu w życiu. 

Lepiej jest zaraz po maturze pójść do szkoły profilowanej. Dwuletniej
lub rocznej.  

Do większości szkół profilowanych przy rekrutacji nie
potrzeba matury lecz świadectwa ukończenia szkoły średniej. A do takiej szkoły
wypadałoby pójść chociażby na kursy, które są w dzisiejszych czasach niezbędne.

Pracodawca nie patrzy na ilość godzin na studiach, terminy
zaliczeń kolokwiów i oceny osiągnięte w czasie kształcenia. Nie patrzy też na
stopień absolwenta studiów.

Patrzy przede wszystkim na kursy i szkolenia. Na kurs
obsługi kasy fiskalnej, prawo jazdy różnych kategorii, papier pozwalający na
obsługę wózka widłowego i inne.

Patrzy na umiejętności ubiegającego się o pracę młodego
człowieka. Nie na poważne definicje i umiejętność ściągania na egzaminach.

Może więc jednak warto się ubezpieczyć swą przyszłość i
zamiast iść na studia zaraz po maturze, zrobić kilka kursów i szkoleń w różnych
specjalizacjach, by później nie skończyć jako magister, który dostał pracę
magazyniera w hipermarkecie. 

Wasz przyszły szef na pewno bardziej doceni dwieście tysięcy
najróżniejszych kursów niż papier magistra.

Owszem. Jest matura i studia- są potrzebne, gdy się chce
pochwalić rodzinie, ale nie grają większej roku jeśli chodzi o przyszłe życie
(chyba, że szef ma do wyboru osobę z wykształceniem podstawowym i dwukrotnego
magistra ubiegających się o pracę woźnego).   

Tak czy siak. Wasza przyszłość jest w waszych rękach. 

POWODZENIA MATURZYSTOM ROCZNIKA 2011!

 

Koi.

 

Zapewne wszyscy już wiedzą, że Osama bin Laden nie żyje

O tym, że amerykańskim siłom specjalnym udało się wreszcie
wytropić i unicestwić przywódcę Al-Kaidy media trąbią od piątej (o ile nie
wcześniej) i będą trąbić zapewne do jutra- jak nie dłużej.

Po 10latach wreszcie USA osiągnęło niewątpliwy sukces.
Wreszcie terrorysta został odnaleziony i zgładzony.

Wiele stacji telewizyjnych (francuskich, niemieckich,
rosyjskich, amerykańskich i polskich) wyraża swoje zadowolenie.

Przywódcy, głowy wielu państw składają wyrazy uznania i
podziwu dla amerykańskich sił specjalnych.

Tłumy ludzi wyszły na ulice swoich miast by świętować ten
dzień. Skandują pochwały dla USA, cieszą się i radują, że stało się to, na co
wszyscy czekali dziesięć długich lat.

Nasuwa się więc jedno znaczące pytanie…czy ze strony
terrorystów, wyznawców bin Laden’a będzie odzew? Czy będą próbować zemścić się
i pomścić swojego przywódcę?

Według mnie jest pewne, że znajdzie się oszołom, dla którego
bin Laden był mistrzem i wzorem do naśladowania i będzie próbował go mościć. A
może nie tyle pomścić co pokazać, że Al.-Kaida nie zniknęła. Nie ma już jej
przywódcy, ale ona sama dalej jest. I będzie.
Taka jest prawda.

Moim zdaniem teraz ataki terrorystyczne się nasilą. By
pokazać, że dają terroryści mają władzę i poradzą sobie. Jak nie bin Laden to
ktoś inny.

USA niewątpliwie odniosło sukces unicestwiając przywódcę,
ale nie pokonało całej, wielotysięcznej armii zwolenników ataków, które ich
zdaniem są obowiązkiem.

To, że pokonało się przywódcę grupy nie oznacza, że cała
grupa się rozleci.

Moim zdaniem USA powinno teraz jeszcze bardziej obawiać się
ataków. Pojedynczych, masowych, częstych i nieprzewidzianych.

AMERYKO NIE POKONAŁAŚ SZAJKI PRZESTĘPCZEJ! Pokonałaś jednego
człowieka, za którym stały tysiące.

Mieliśmy już dowody jak potężne mogą być słowa i czyny
jednego człowieka. Jak szybko rozprzestrzenia się ludzka głupota i nienawiść.
Jak szybko można zatruć umysł ludzki bredniami i jak szybko przybywa takich,
którzy są gotowi zginąć za te brednie.

Czy ta wojna była warta ludzkiego życia?

NIE BYŁA. Żadna wojna nie jest. Ale na wojnie tak już jest,
że najbardziej cierpią niewinni. Cierpią dzieci, które muszą się nauczyć „albo
zabijesz albo ciebie zabiją”.

Takie prawdy wpajane są na wojnie. Takie tragiczne fakty są
dla wielu ludzi codziennością.

Wojna zabija nie tylko ludzi, ale także wrażliwość i
empatie. Zabija miłość do bliźnich, poszanowanie życia i rozbija społeczeństwa,
narody, rodziny.

Żadna wojna nie jest warta takich ofiar. Ofiar śmiertelnych,
ale także zepsutej psychiki.

Jedno zwycięstwo nie wystarczy by powtrzymać dalsze klęski.

To, że zginął jeden człowiek…za to będą ofiary w tysiącach
innych, niewinnych, ludzkich istnień. Możemy być tego pewni.

Koi.




Czytając na Internecie wiadomości „udało mi się” trafić na
kolejny artykuł, który budzi obrzydzenie. A mianowicie….

Strażak będący w pracy, jadący na wezwanie uległ wypadkowi.
Mało powiedziane. Stracił zdrowie, prawie życie, ale państwa to nie obchodzi.

Mężczyzna stracił obie nogi, jest niezdolny do wykonywania
zawodu a państwo nic. Nie ma pieniędzy na zapewnienie mu ani odpowiedniej
opieki ani na pokrycie kosztów leczenia, nawet na protezę czy odszkodowanie nie
ma pieniędzy dla niego. Kolejnej osoby, która wykonując swój zawód uległa
wypadkowi i nie ma od państwa zupełnie nic.

Państwo polskie nie przykłada najmniejszej wagi do tego, że
taka osoba też potrzebuje pomocy. Zamiast tego wykpiwa się tym, że przecież
Polacy mogą wpłacać pieniądze na fundacje by pomóc temu człowiekowi.

Polska rzeczywistość. Człowiek, który pomagał innym traci
zdrowie a nie może nawet liczyć na jakiekolwiek odszkodowanie, jeśli pomocy i
wsparcia nie udzielą mu tego Ludzie Dobrego Serca.

Niestety takich przypadków jak ten jest więcej. Nie raz czyta
się na Internecie, że Strażak uległ wypadkowi a nawet renty nie dostanie ani
odszkodowania, zapomogi. Nic. STRAŻAK.

Bo Policjanci mają lepiej. Policjantom pomagają. Ale o
Strażakach już wszyscy zapomnieli.

Dlaczego tak się dzieje, że ci ludzie, którzy ratują życie
wielu osobom, gdy tylko coś im się stanie, od razu zostają przez Rząd
zapomniani?

Czy to sprawiedliwe, że Polska nie ma pieniędzy na pomoc dla
tych, którzy każdego dnia pomagają? Którzy narażają własne życie dla innych i
(bez wątpienia) są odważni i potrafią przezwyciężyć największe lęki człowieka?

Walczą o ludzkie życia po to, by później usłyszeć „przykro
nam nic nie da się zrobić” i mogą jedynie liczyć na pomoc ze strony zwykłych,
szarych obywateli. Albo mediów, które nagłośnią ich sprawę i w nadziei, że może
się uda cokolwiek zdziałać.

Jak już zostało przeze mnie wspomniane takich przypadków
jest coraz więcej. Internet aż huczy od nagłówków „Nie otrzyma pomocy”, „Był na
służbie i uległ wypadkowi” etc.

Powinniśmy się przyzwyczaić do tego, ale za każdym razem
zdanie, że Polska nie ma środków na pomoc i można wpłacać pieniądze na
fundacje…za każdym razem takie słowa budzą obrzydzenie i mrożą krew w żyłach.

Jak rząd może być tak nieczuły na tak częste tragedie wielu
osób.

Taki człowiek bez nóg, dla którego praca Strażaka była
hobby, pasją i celem życiowym już nie uratuje z pożaru wielu osób. Nie pomoże
więcej tym, którym by mógł pomóc.


Czy naprawdę takie sprawy nie są warte tego by choć raz spojrzeć z pokorą na
problemy społeczeństwa i odłożyć na chwilę sprawę o pomnik, dążenie do władzy i
kłótnie?

Czy pan „wielce szanowny” Jarosław K. nie dostałby jeszcze
większego poparcia od ludu gdyby okazał zainteresowanie takimi sprawami a nie
szczerzył się do fleshy z barankami i innymi zwierzakami trzymanymi na rękach?

Czy nie patrzelibyśmy inaczej na Rząd gdyby zamiast zajmować
się wiecznie tym samym spojrzał choć raz na problemy inne niż tylko pomnik,
Smoleńsk, wotum nieufności, seksafery i tym podobne brednie, którymi już
rzygamy?!


Czy ci ludzie nie zaslugują na wiekszą uwagę?!

 

Koi.


Właśnie na jednym z kanałów informacyjnych trwa rozmowa
Marszałka Sejmu z jednym z członków PiS.


Nie jest to typowe darcie mordy…ten powie to, to ten drugi
mu odpyskuje i go zmiesza z błotek. Wszystko mniej więcej kulturalnie ładnie…
aż miło się słucha. Marszałka Sejmu oczywiści, ponieważ wypowiedzi członka
partii nie są zbyt inteligentne.


Aż miło wiedzieć, że Polska ma tak inteligentnego, mądrego i
elokwentnego Marszałka Sejmu. Wypowiedzi spójne, na temat, konkretne, bez
owijania w bawełnę…innymi słowy…miód dla duszy.


Smoleńsk- „PiS nie uzna innej teorii w sprawie katastrofy”
mowa tu o spisku lub błędzie pilotów. Marszałek mówi też, że już dość gadania o
tym bo i tak tego nie wyjaśnimy. Bo PiS będzie mówił swoje i nie da sobie wytłumaczyć.
Święta racja.


I zdanie, które aż wywołuje uśmiech na twarzy…”Kaczyński
nie będzie miał pomnika bo na to nie zasłużył. Był złym i stronniczym
prezydentem”. Wreszcie ktoś PUBLICZNIE I OTWARCIE nie boi się tego przyznać. Na
to członek PiS twierdzi, że i tak pomnik będzie. Żałosna próba bycia górą i
postawienia na swoim.


Fakt, że to tylko mała część rozmowy, ale te ostatnie zdania
wystarczą do wyrobienia sobie opinii na temat całego spotkania i osób
mówiących.


Mamy cudownego Marszałka Sejmu. Szkoda, że więcej takich
ludzi nie ma w Polsce.


PiS chce pokazać zawsze i wszędzie, że bez względu na to
jakie są fakty, oni mają racje i każdy inny się myli…bo spiskuje przeciwko
nim.

Na zakończenie przytoczę jeszcze jeden komentarz (może nie cały, ale fragment
w  skróconej formie)…biskup P.
zaznacza otwarcie, że największym hołdem dla Pary Prezydenckiej powinno być to,
że zostali pochowali na Wawelu. A jeśli PiS chce postawić na swoim to niech
zasypie ziemią pałac prezydencki i na szczycie tej sterty piasku postawi
pozłacany pomnik zmarłego prezydenta.


Ja się z tym absolutnie zgadzam. Na takie wyróżnienie jak
pochówek na Wawelu nie zasłużył nieżyjący prezydent Polski, ale skoro już to
zrobili…to powinno wystarczyć.

Dość już o Smoleńsku, odwoływaniu kogokolwiek z urzędów.


Mamy przyzwoity rząd. Dobrego Prezydenta, Marszałka Sejmu…nie
trzeba i nie wolno ich odwoływać bo tak się komuś podoba. Bo ktoś kogoś nie
lubi.


Może niektórzy po tym programie zrozumieją cokolwiek i
zastanowią się nad swoimi słowami i czynami. Bo z tego co widać…do władzy
chce się dobrać hołota tylko po to by móc zrobić z Polski wieś.


Dziękuję za uwagę.



Koi.



Wiele
mówi się w mediach o ekologii. Zwłaszcza w zeszłym roku
było o tym głośno. 
Siatki biodegradowalne, wielorazowe,
śmietniki do segregacji odpadów itd. 
To wszystko
miało Nam pomóc w ochronie środowiska. 
A nie
pomaga. Nie tak, jak tego oczekiwano. 
A przy okazji odchodzi
na dalszy plan problem zużycia energii. Przecież to są duże
pieniądze. 

Najróżniejsze kraje wydały wiele
milionów na uzmysłowienie ludziom tego, że NISZCZYMY NASZĄ
PLANETĘ! A i tak nic to nie dało. 

Woda, powietrze,
gleba- to wszystko się zanieczyszcza. A co z marnotractwem? 
Ile
z Was wyłącza telewizor gdy idzie spać, albo komputer by nie
działał całą noc? Ile osób wyłącza niepotrzebną
żarówkę, która świeci mimo tego, że w pokoju jest
jasno? Ile ludzi zakręca wodę gdy namydla ręce? 

Spotkało
mnie stwierdzenie „a po co, przecież nikt tak nie robi a ja nie
zbawię świata”. GÓWNO prawda. 
Ja zakręcam wodę
gdy namydlam ręce i gaszę światło żeby świeciła jedna a nie
pięć żarówek. I zbawię świat. Bo gdyby każda osoba tak
robiła to wszyscy razem (a ludzie…jest nas nie mało) zbawilibyśmy
świat. Chociaż o te parę MILIONÓW litrów
wody. 
Powiedzmy, że gdy Ja zakręcę wodę na chwilę to
nie tracę jednego litra. A gdyby tak dwadzieścia milionów
ludzi nie marnowałoby tego JEDNEGO litra wody dziennie…ile więcej
wody by było…chociażby na następne dni. Albo codziennie o jeden
litr wody mniej to o kilka groszy mniejszy rachunek każdego dnia.
Każdego dnia rachunek za wodę zmniejsza się o np. 50groszy. Ile w
ciągu miesiąca można zaoszczędzić… 

Sklepy
wymusiły na nas ekologię. Biodegradowalne siatki (które tak
swoją droga rozkładając się wydzielają jakieś szkodliwe
substancje do atmosfery, więc wcale nie pomagają) i reklamówki
za kilka groszy. To przymus. A przecież wystarczy tak niewiele by
żyło się lepiej bez wszystkich bidegradowalnych cosiów i
marnowania siedmiu groszy na siatki w sklepie. 

Oczywiście
ktoś pomyśli- kolejna notka o ekologii….już tym rzygam. 
Ale
czy kosztuje cię tak wiele czasu i energii to żeby nacisnąć
„wyłącz” albo przenieść papierek w kieszeni kilka metrów
do kosza? Nie w mieście to w domu człowieku! 
Mi zdarza się
przynosić pełno śmieci w kieszeniach bo nie ma śmietników
w pobliżu. Ale przecież to nie są aż takie kilogramy, że czuję
brzemię, które noszę. Bez przesady. 

Nie będę
już więcej truć o tym jak to cudownie jest segregować śmieci. Bo
większość firm robi tak, że wywozi śmieci „do utylizacji” w
to samo miejsce i wyrzuca na stertę. Ale czy to moja wina? Czy przez
to, że usłyszało się od kogoś, że w jego czy jej mieście
śmieci się nie segreguje bo firma daje dupy? Segreguję i już. A
co oni z tym robią to ich sumienie będzie męczyć, że ludzie w
nich wierzą a oni dadzą ciała. 

Także Internauci! Do
dzieła. 
Zastanówcie się nad tym, czy warto słuchać
trucia tyłka na temat ekologii czy po prostu wziąć się w garść
i przy następnym artykule napisać „Już to robię! Segreguję!
Oszczędzam! Pomagam!”. A nie tylko czytać i myśleć „no
tak…wypadałoby”. 

ZBAWISZ ŚWIAT! TYLKO SIĘ
ZAANGAŻUJ! 

Koi.


Duchowe odrodzenie każdy powinien przeżywać na własny sposób. 
Jeśli potrzeba takiemu komuś rozmowy z Księdzem, niech się do niego uda, jeśli tylko miłej atmosfery przy pisankach to DO PISANEK! Ale jeśli chodzi o kościół…ostatnio mnie zawiódł. 
Mój znajomy wyjechał na święta do domu. Miał potrzebę pójścia do spowiedzi i rozmowy z księdzem, który zdaniem parafian jest surowy i konsekwentny. Miał nadzieję na usłyszenie srogich słów za popełnione grzechy (zwłaszcza za jeden). Przeliczył się. 
Ksiądz powiedział, że TEN grzech to jego sprawa. 

Podsumowując. Znajomy miał nadzieję na usłyszenie słów, które nie tyle będą złośliwe co srogie. Spodziewał się, że Ksiądz potraktuje go poważnie i porozmawiają na temat, który go gryzł. A tymczasem został najzupełniej OLANY. 
Nie po to się idzie do spowiedzi by usłyszeć „ten grzech to twoja osobista sprawa”. 

Nie musze chyba dodawać, że z kościoła wyszedł nieporuszony i raczej zamieszany. Chciał przeżyć duchowe odrodzenie a tymczasem księdzu pomyliły się drogi. Wyszedł bez nadziei na to, że będzie traktowany poważnie. 

czy po takim „tekście” od księdza będzie dalej grzeszył? 
Moim zdaniem tak. Ponieważ, gdyby ksiądz powiedział, że zrobił źle i powinien się poprawić, zmusiłoby go to do przemyślenia 
czy po takim „tekście” od księdza będzie dalej grzeszył? 
Moim zdaniem tak. Ponieważ, gdyby ksiądz powiedział, że zrobił źle i powinien się poprawić, zmusiłoby go to do przemyślenia w te święta paru rzeczy
w te święta.
A tymczasem usłyszał, że powinien iść do spowiedzi z serca a nie z obowiązku (moim zdaniem to bezsensowny tekst, ponieważ wcale nie musiał iść do spowiedzi a chciał i to jeszcze wybrał trudniejszą drogę, przyznał się do TEGO grzechu i żałował). 
Nie uzyskał tego co chciał. Chciał poczuć się wysłuchany i potraktowany należycie. A jednak nie został. 
Został tylko zamęt. Złe potraktowanie i….ogólnie do bani. 

A jak Wy byście się poczuli, gdybyście zostali tak potraktowani przez księdza? Osobę duchowną, która miała Wam przywrócić spokój? 


Koi. 



 

Oszust, pijak, menel, żebrak, złodziej, człowiek gorszy…Tak często myśli się o
ludziach, którzy nie wstydzą się podejść i poprosić o pomoc. A przecież nie
każdy chce kasę na piwo czy tanie wino.  


Zastanawia mnie czemu „normalny”-mający dom i jedzenie czują się lepsi od tych, którzy go nie mają. Czemu od razu każdego biednego, żebrającego na ulicy ludzie biorą za pijaka, menela i gorszego człowieka. (podludzie i ludzie?) 


Niektórzy naprawdę potrzebują pieniędzy na jedzenie lub
ubranie dla dziecka czy siebie.


Nie każdy daje pieniądze. Mogę się przyznać, że osobiście
nie daje pieniędzy. Jeśli widzę kogoś, kto klęczy i prosi o pomoc podchodzę i
pytam czego trzeba. Jeśli odpowiedź jest, że jedzenia- pytam czy coś
konkretnego czy obojętnie co i jeśli tylko mam dość pieniędzy przy sobie to
udaję się do najbliższego sklepu by nabyć coś do jedzenia. Jeśli odpowiadają mi
„pieniądze bo pieniądze” to mówię, że nie dam i odchodzę.


W pewną sobotę, gdy akurat zdarzyło mi się zamówić coś w „barze
szybkiej obsługi” mającym miano restauracji (tzw. Fast ford) wszedł pewien
biedak. Podszedł do kilku osób- w tym do jednego bogatego jegomościa (na pewno
jego zarobki przekraczały średnią krajową- garnitur, skórzana teczka…typowy biznesmen),
który nie odrywając wzroku od gazety, którą miał na tacy, spławił człowieka aroganckim
ruchem ręki.


Poszedł dalej. Podszedł do kilku osób- do jakiś dziewczyn…które
robiły krzywe miny a potem się śmiały.


Akurat zdarzyło się tak, że podszedł też do mnie. Akurat w
moim towarzystwie były dwie osoby. Pierwsza osoba-siedząca naprzeciwko mnie,
nawet nie zareagowała na podejście biednego…zaś reakcja drugiej bardzo mnie
zabolała i zaskoczyła.


Wydawało mi się, że skoro mnie już trochę zna, zrozumie moją
reakcje a tymczasem…było odwrotnie. Gdy usłyszałam, że człowiek nie zbiera
pieniędzy tylko prosi o JEDZENIE (nie było „mógłbym dostać pieniądze” tylko „czy
mogę dostać coś do jedzenia”) natychmiast moje ciało (chyba nawet bez
konsultacji z umysłem) podniosło się z siedzenia. Moja odpowiedź była prosta „oczywiście.
A co konkretnie? Obojętnie czy jakieś specjalne coś stąd?”. Osoba siedząca obok
mnie spojrzała na mnie z taką miną jakby chciała powiedzieć „:co ty robisz…ogarnij
się i siadaj”. Widok dobrze mi znanych oczu patrzących na mnie w wymowny
sposób, przekazujących dezaprobatę dla mojego zachowania…był okropny.
Poczucie, że ktoś znajomy, kto powinien poprzeć mój pomysł albo chociaż zostać
obojętny, nie było zbyt miłe. Ale poza bólem w sercu nic mi z tego nie zostało.


Wyszliśmy we trójkę- biedny, znajomy i ja. Podążyliśmy w
kierunku sklepu, w którym dokonaliśmy zakupu.


Bochenek chleba + margaryna + serek topiony kosztowało mnie
raptem 7,16zł.


TYLKO TYLE. Więcej drugi znajomy wydał na „obiadek” w „restauracji”,
którego i tak nie zjadł.


7,16zł a ucieszyło człowieka bardziej niż niektóre rzeczy
(droższe i większe) cieszą innych.


Powiedział, że nie jest pazerny i wystarczy mu cokolwiek
kupię, ale przecież ten chleb starczy mu…nawet na 1-2dni…a człowiek nie będzie
głodny.


Praktycznie ze łzami w oczach mi podziękował, życzył miłego
dnia i zdrowia.


To było dla niego tak ważne… tyle osób miało go dosłownie w
dupie…bo przecież „to biedak”, „na pewno pijak”, „nierób”. A to po prostu był
człowiek pokrzywdzony przez życie.


Nie każdy kto klęczy i prosi jest nieudacznikiem życiowym. 


Jednego znajomego mojej rodziny…z tytułem „inżyniera”…tak
okrutnie potraktował los, że kiedy moje oczy napotkały go na ulicy nawet nie
potrafiły go rozpoznać. A miał takie cudowne życie…żonę, dwie córki, dobrą
pracę… i nagle wszystko się skończyło.


Klęczał przy barze z karteczką. Z kubkiem na drobniaki. W
kałuży, w deszczu.


O tym, że kiedyś był mi znany, że to ten pan z fotografii z
dzieciństwa było mi oznajmione później. Ktoś z rodziny go rozpoznał, ale on już
nie kojarzył swoich dawnych bliskich.


Także nie każdy jest pijakiem, ćpunem czy wyłudzaczem.


A ci, którzy naprawdę potrzebują pomocy serdecznie dziękują
za okazane serce.


Warto pomagać. Choćby dla własnej satysfakcji.




Koi.



  • RSS